DO ZOBACZENIA ZA ROK W JEROZOLIMIE
ZBĄSZYŃ-JEROZOLIMA 2008
 
 
DWORZEC KOLEJOWY 70 LAT TEMU
 
Dworzec kolejowy w Zbąszyniu jest miejscem doświadczonym historią.  Jego reprezentacyjną część zbudowano w latach 20-tych na Powszechną Wystawę Krajową. Do 1939 roku był on wizytówką kraju dla wszystkich tych, którzy przyjeżdżali tu od strony zachodu. Tu po przekroczeniu granicy zaczynała się Polska. Na koronowane głowy i zagranicznych dostojników czekały tu wytworne salonki, kwiaty
i orkiestra. Do czasu. W październikowe noce 1938 r. oblicze, przeznaczenie i życie dworca zmieniło się.
W wyniku akcji przesiedleńczej (Polenaktion) na stacje kolejową trafiła grupa  około 8 tysięcy polskich Żydów wygnanych z Frankfurtu, Berlina, Lipska, Hamburga
i Düsseldorfu... Dla wielu dworzec kolejowy w Zbąszyniu był początkiem długiej tułaczki po świecie. Dla wielu był początkiem drogi do nikąd. Przez 10 miesięcy pobytu obywateli polskich wyznania mojżeszowego w Zbąszyniu, z peronów dworcowych codzienne odjeżdżały grupy osób w poszukiwaniu lepszego losu, bezpiecznej przystani, nowego domu, nadziei. Żegnali ich ci, którzy jeszcze czekali na kontakt z rodziną z głębi kraju, na pomoc finansową, na obiecaną wizę do nowej ojczyzny.
W sześciotysięcznym miasteczku jakim był wówczas Zbąszyń, starano się stworzyć zręby normalnego życia dla wygnańców. Mieszkańcy Zbąszynia sprostali temu niespodziewanemu wyzwaniu. Pomimo radykalizacji prawicowej i antysemityzmu w Polsce lat 1938-39, jak pisze autor monografii „Preludium zagłady” Jan Tomaszewski: „Honor społeczeństwa polskiego ratowali mieszkańcy Zbąszynia (...)”. Źródła nie przekazały informacji, które świadczyłyby o negatywnych emocjach mieszkańców wobec wypędzonych. Przy udziale zbąszyniaków i Żydów z innych części Polski i świata, w Zbąszyniu założono szkołę dla dzieci wysiedlonych, organizowano życie religijne, kursy zawodowe, rozwijano działalność sportową i kulturalną.
 
Dworzec kolejowy i bilet na dalszą podróż dla wielu wydawał się być początkiem nowego życia. Nadzieją na spełnienie marzenia o końcu tułaczki. Nadzieją, która miała stłumić ból i tęsknotę wygnańców za utraconym domem.
 
 
 
 
foto Wojciech Olejniczak
 
foto archiwalne
 
ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej
DWORZEC KOLEJOWY DZIŚ...
 
Fundacja „Nasz Dom” w Lutolu Mokrym jest obecnym użytkownikiem budynku dworca kolejowego w Zbąszyniu. Zorganizowaliśmy sklep w rozległych i trochę niedostosowanych do nowej funkcji pomieszczeniach. Sprzedajemy używane, szwedzkie meble, odzież, tekstylia, kuchenne przedmioty, szkło, porcelanę, obrazy i inne artykuły ozdobne. Wszystko, co może uczynić nasze mieszkanie przytulniejszym, ładniejszym i wygodniejszym. Sklep służy wyzwalaniu radości i zadowolenia z wejścia w posiadanie tanich, potrzebnych, ładnych, niepowtarzalnych przedmiotów, „sprawdzonych” przez czyjeś wcześniejsze posiadanie i dobrowolnie przekazanych do służenia innym. To pośrednictwo w przejmowaniu przedmiotów z jednych rąk do drugich, z jednego domu do drugiego, jest wprowadzaniem ładu i harmonii w obieg dóbr. Nie wiem, czy uniknę patosu, ale chciałbym powiedzieć, że Sklep NASZ DOM oferuje dobra, za którymi stoi praca, poświęcenie i dobroć wielu osób w Polsce i w Szwecji.
 
W jakże wielkiej sprzeczności pozostaje to dzisiejsze myślenie do tego z czasów pogardy dla Żydów i koncesjonowania ich prawa do życia, do własnego domu, do cieszenia bliskością rodziny, do normalnego istnienia pośród innych. Przywoływane wydarzenia z 1938 roku obrazują nam nagłe pojawienie się kilku tysięcy ludzi w tym budynku. Byli to wydziedziczeni, wygnani z hitlerowskich Niemiec tułacze, młodzi, starzy, dzieci i ich rodzice. Znaleźli w tych murach schronienie na wiele długich tygodni i współczucie mieszkańców. Wówczas nie było wygodnych kanap, krzeseł i stołów, jakie widzimy teraz. Był to budynek ze swoim dworcowym, typowym wyposażeniem. Jakże dobrze, że został wybudowany za duży w stosunku do potrzeb obsługi pasażerów, jakby z pozycji kompleksu niższości odradzającej się Polski po latach niewoli.
 
Dobrze, że przywracamy pamięć o tamtych wydarzeniach. Ileż razy tysiące okolicznych mieszkańców i gości przechodziło przez pomieszczenia dworca nie mając o tym świadomości. Budynek służył im umożliwiając dojazdy do pracy, czy szkoły, był dla nich początkiem lub końcem podróży. Wpisywał się i wpisuje nadal w jakieś powszechne dobro – służył pasażerom, służył żydowskim tułaczom, jako schronienie, a dziś służy organizacji charytatywnej i jej podopiecznym. Więc jest w tych murach przyjazny obszar i bliska nam wszystkim przestrzeń. Dzielimy się dzisiaj tą przestrzenią, zapraszając do wspólnego przeżywania obrazów i wspomnień sprzed 70 lat.
 
Paweł Urbanowicz
                                                                    Prezes Fundacji „Nasz Dom”
 
                                                                    Lutol Mokry – Zbąszyń, październik 2008.
                                                                    Fundacja „Nasz Dom”
                                                                    Lutol Mokry 48, 66-320 Trzciel
                                                                    e-mail: lutol@fundacjanaszdom.pl
                                                                    www.fundacjanaszdom.pl
                                                                    tel/faks: +48 (068) 3847674
copyrights © fundacja TRES